|
Link 20.08.2008 :: 19:29 Komentuj (2) Jak to dzisiejszego poranka stwierdził C. "It's sad, ya knaw" C., Jestem popierdolona jak zawsze, mam skłonności do psychicznego doprowadzania społeczeństwa na skraj nerwicowej apopleksji, aczkolwiek ostatnimi czasy z mojego tonu głosu dobiega wydźwięk niespełnionej zawodowo, pani z okienka w urzędzie państwowym. Celnego na przykład. I by się zgadzało. Czyli dzisiaj o pracy. Też. Bo Sang stoi na monopolowym. Użera się dzień w dzień z zapijaczonymi gębami, dokładnie takimi jakie w domu serwuje jej co jakiś czas człowiek, zwany mendą. I Sang to zdzierży, ba - nawet odpowie czasem coś jednemu czy drugiemu. Sang odpowie jak ma dobry dzień. Dzisiaj takiego nie ma. Dzisiaj się wkurwia i klnie na czym świat stoi i odda pół butelki jabola za 2,95 bez kaucji temu, kto napisze za nią wypowiedzenie z tego jebanego łagru. Biorąc pod uwagę fakt, że kurwikulum w soim lenistwie, pisała cztery dni, zapewne ten papierek powstanie w przyszłym tygodniu - tak przy dobrych wiatrach na południe. A później w czeladzki PROFIT, pierdolnie bomba. Czyli jak dobrze pójdzie, to w przyszłym miesiącu Sang zasiądzie na wygodnym krzesełku, ze słuchawkami na uszach i będzie namawiać ludzi do promowania witryn internetowych. Ktoś chętny już teraz? Komu wypromować fotkę.pyly? A poza tym jestem niedospana. Niedospana i niedojebana, gdzie drugie wynika ewidentnie z tego pierwszego. Nie wiem czy odwrotnie też, pewnie czasami tak. Po dwóch dniach, czuję że zostaję dziewicą wtórną. Za telepotek na szyję podziękowałam ładnie i być może pylnę go w przyszłym miesiącu, jak okaże się że jednak w C-center mnie nie chcą i nie wystarczy mi na fajki. I tęsknię za moim Sisi, jak cholera. Śnił mi się nawet dzisiaj, że leżymy nakurwieni w knajpie i pierdolimy coś o flekach na suficie. Me chce Sisi!!! Me chce swoje dziecko pod ręką!!! PS: A Moje-Najdroższe-I-Najpiękniejsze-Wszystko, właśnie myje włosy. Nie wiem po chuj to napisałam. Regz! PPS: Me chce swoje Kochanie 24/7 przez min miesiąc PPPS: Me chce Si "I AM NOT crying, it's just my eyes running" Si... chlip, smark... Link 30.07.2008 :: 23:16 Komentuj (5) CP spod znaku imprez sygnowanych mianem "ujdzie". Lateks, ćwieki, kolczyki na uszach, nogach, mordach i poddupiu, fallsy i cała masa syfu - wszędzie. Zero oryginalności. No kurwa ZERO. Żadnego threesome'u, zimna woda pod prysznicem, kwas generalny, zasrane kible, ciepła wódka i hiper-zamuła wśród obozowiczów - wszędobylskie. Do zarzygania. Brzydkie grupe cipy, wymalowani jak kurwy panowie, tłuszcz jak w gabinecie chirurgicznym po masowej lipoSUKcji - przepowszechne. Syf. Gibania z godzinę, może ciut więcej. Nie licząc telepania się podczas picia, z empechujką w tle. Kiła. Mrok, zło i emo-szatan w najpaskudniejszej postaci. Mogiła. Plusy trzy. Seks pod namiotem (co właściwie jest plusem życia codziennego, ale można uznać że namiot z robalami, to warunki extremalne, przy których czas umilić sobie trzeba), lans przez zajebiste "L" i oczywiście pan Alex vel Rogue, zapierdalający po ścianach (tak, to zdecydowanie największy plus tego wypadu, chociaż w porównaniu do poprzednich doświadczeń z jegomościem, to akurat wypadło dość blado). Na 'do widzenia', została pusta kieszeń, niedopicie, niedoćpanie, niedojebanie, niedogibanie i generalnie nie-do. Hail to the polish independent culture! Link 25.07.2008 :: 01:27 Komentuj (1) 3... 2... 1... LET'S FUCK! Link 13.07.2008 :: 12:36 Komentuj (2) Niektórzy nigdy dość nie mają. Jeszcze na Aspen się będzie powoływać kurwiszon... AH to tragikomizm relacji intra i interpersonalnych, który nie powinien nigdy w życiu zostać rozgrzebywany. A pewna panienka usilnie stara się skontakcić z moim NBF, a ja mam radochę za dziesieciu bo nie pozwolę na to pizdzie. R. weź rozpęd i jeb nij tak kilka razy łbem w kant szafy, dobrze ci radzę, jeśli wciąż myślisz że będzie tak jak chcesz. Generalnie wszyscy mnie mają w dupie, poza panem z pierwszego zdania. Trzeba obmyślić plan działania i priorytetowego, długofalowego lansu. Jakoś nadal wkurwia mnie perspektywa nie-zawracania-ludziom-w-głowach-i-nie-wzbudzania-godnego-mnie-zainteresowania. Trzeba zebrać siły na CP, trzeba zabrać też źródło sił. Trzeba będzie zrobićrachunek, po którym prfzy kolejnej wypłacie dostanę pierdolca pospolitego i wsadzę sobie palec w oko, w ramach zadośćuczynienia. Będzie dobrze, poza tym będzie dobrze. Amen. Link 11.07.2008 :: 02:56 Komentuj (0) Miało być podsumowanie ale chyba nie będzie. Moje kochanie po raz kolejny w stanie fatalnym, co tym bardziej chlasta mnie po mordzie, by zrobić cokolwiek. Najgorsze jest to, że nie mogę nic. Wolałabym przyjąć wszelkie skurwysyństwa na siebie, żeby tylko uśmiech nie spełzał z jego twarzy. Cały czas odnoszę wrażenie, że nie robię dostatecznie wiele. Że mogłabym więcej. Jednocześnie jestem świadoma, że żadna pipa nie da mu tyle co ja. Mam jakiegoś zajebistego nerwa wewnętrznego, który co jakiś czas bierze łopatę i rozkopuje mi komórki mózgowe. A wtedy dopadają mnie różne myśli, choć myśleć nie powinnam. Że być może to zawsze ja byłam tym ogniwem zapalnym, że mamiłam nadzieją na przyszłość tych, których skreślałam od początku, stado baranów i życiowych pokurwieńców, którzy w żaden sposób nie zasłużyli sobie na moją obecność przy sobie. Bawiłam się? Być może, ale odnoszę wrażenie, że zmarnowałam czas po to, by przy końcu podróży, na ostatecznym segmencie, tym razem wyczuwalnie niepodważalnym filarze, stwierdzić że to po prostu ze mną nie da się wytrzymać. I już chuj, że miałam swoje emocjonalne gierki. Nawet gdyby nie to, nikt nie wytrzymałby ze mną na dłuższą metę. Winiłam wszystkich - nie dawałam prawie nic, a już na pewno nic od środka. Nie dlatego, że nie wiedziałam jak. Dlatego, że nie chciałam. A kiedy chciałam, być może nie starałam się dostatecznie. Być może postawiłam na zbyt luźne życie, gubiąc po drodze swoje plany dawania tego-czegoś-ponadprogramowego. Choć z drugiej strony nie wiem co mogłoby to być. Zamartwiałam się, otaczałąm szponami tak, by nikt nie podszedł zbyt blisko. I chyba nie o to chodziło. Teraz chcę i potrafię dawać to co ważne i chyba najważniejsze. A jednak mimo wszystko czuję, że to nie wszystko. Że wystarczy jeszcze trochę więcej chęci, nawet jeśli wiem że osiągam apogeum swojej empatii i altruizmu. Może wyczuwanie to złe słowo. Nie. To przechujaszcze słowo, bo kompletnie nie to miałam na myśli. To jakaś chora szpila, która kłuje mnie w dupę, w każdym momencie kiedy uśmiech znika z jego ust. Przewrażliwiona picza? Może. Chcę perfekcyjnego oddania siebie, po równej połowie. Amen. I znowu nie przekazałam tego co chciałam. To chyba jednak nie takie proste. Link 25.06.2008 :: 21:35 Komentuj (0) I pewna rozszczekana suka dostała kaganiec na ryj. Mam nadzieję, że połknie go próbując ratować resztki tego, co chciałaby nazwać honorem. Liczę że się udławi. Są osoby których nienawidzę. Tyle że na moją nienawiść, trzeba sobie zapracować. Jej po prostu nie lubię. Nie atakuję bez ostrzeżenia. A ostrzegałam. Tyle że pizdencja postanowiła chyba sobie coś udowodnić. Czasami tak to już jednak jest, że w życiu nie można mieć wszystkiego. Nie można być szmatą i zgrywać najświętszej panienki. To nie grzech, to głupota. Podobno otchłani na drodze stawać nie wolno. Więc urządzę jej piekło. Jestem wredna? Nie. Nie jestem. Spełniam tylko ludzkie zachcianki. Spełniam to, o co prosili się z niemalże świętojebliwym nabożeństwem. Nawet puszczę w jej kierunku uśmiech, w końcu do życia trzeba mieć pewien dystans. Niektórzy jednak, tego właśnie życia mieć nie będą. Amen. A ja? Wciąż najszczęśliwsza. Wciąż zasypiam spokojna i budzę się z wyszczerzoną mordą.Dostanę zmarszczek mimicznych i kolagen czeka mnie wcześniej niż mogłoby się wydawać. Mam ochotę napierdalać łbem w ścianę z tego szczęścia, za każdym razem kiedy widzę jego uśmiechniętą twarz. Wyciszenia ciąg dalszy, niedługo mój emocjonalny high osiągnie etap nieśmiertelności. Link 15.06.2008 :: 13:11 Komentuj (1) Jest inaczej. Zajebiście inaczej co właściwie daje mi motywację, a z drugiej strony istnie rozpierdala nadgarstki z chęci posiadania więcej. Jestem pazerną emocjonalnie suką. Link 05.06.2008 :: 23:25 Komentuj (0) Wyglądam jak krowa i czuję się coraz ciężej. To jedna z tych niewielu sytuacji kiedy z trudem przychodzi mi patrzenie w lustro. Jak pomyślę o tym, że jeszcze 3-4 m-ce temu wyglądałam normalnie to szlag mnie trafia. Moje Kochanie powtarza, że jest ok, że wyglądam dobrze i takie tam ale ja to widzę inaczej. Ja widzę beczkę w odbiciu, groteskę figury jaką miałam niedawno. Nie wiem kiedy wpadłam w tą swoją paranoję, która co jakiś czas wraca. Nie jem, żeby nie tyć. Sięgam po byle co byle małokaloryczne żeby nie paść, rzygam żeby pozbyć się tego co popierdala po żołądku, a później nie mam siły. Problemów z koncentracją jeszcze nie mam ale to kwestia czasu. Póki co efa z atro na wieczór, paczka papierosów i wino z wodą na ożywienie się po 4 godzinach snu dziennie. Ciąża mnie dobiła. Na szczęście w najbliższym czasie, już nie będzie. Wierzę w to co mówi, ale nie przyswajam tego. Albo przywykłam do roli ozdoby albo cierpię na odpierdolenie pospolite. Dziękuję. Cel - magiczne 43. Albo 41. Amen. Link 18.05.2008 :: 22:39 Komentuj (2) Brzuch mnie napierdala. Link 15.04.2008 :: 02:54 Komentuj (2) No to się przejechałam na swoich ocenach. Nie żeby mi było z tym jakoś specjalnie źle. Ale to tylko wspaniale o Tobie świadczy, Hun jeśli nie klasyfikujesz się w moich szufladkach społecznych. Me kochać wolność, szybkość, brak barier i rutyny. Me ubóstwiać to popierdolone show jakie uwielbiam tworzyć wokół siebie. Me koncentrować się na pracy nad sobą. Tyle, że jak długo można pracować nad i dla siebie? Jest uroczo, a ja jestem jak wąż. Nieufna i z przepełnionymi jadem kłami. Truję, wykańczam, za każdym razem dochodząc do wniosu, że każdy samiec, który stawał na mojej drodze, był kurewsko słabą jednostką. Przełam to, Bejb. Przełam to, zanim stracę wiarę w siłę samców. Samiec, to w większości przypadków - większa cipa niż 10-latka. Ja mając 10 lat, starałam się zmontować bombę, którą co prawda porozpierdalałam kilka sprzętów użytku domowego, ale starałam się zrobić coś wyjątkowego. Chociaż z drugiej strony, jak pamiętam rozdupiłam to celowo, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Lans chyba mam we krwi. A chuj tam. Tym razem nie będzie neurotycznego pierdolca z zaburzeniami własnego 'ja', nie będzie też gwiazdki z haremem. Nic tylko klasnąć w dłonie, po czym jebnąć z impetem łbem w ścianę, w oczekiwaniu na chwilę wolnej refleksji. Będziesz mógł mnie przygarnąć, niczym przysłowiowego kropka, założyć bandaż na rozpieprzoną czaszkę i postawić w gablotce jako eksponat. Moje jestestwo chyba przygotowuje się po raz kolejny do tego, żeby przykurwić o beton. Już tera zacznij mnie składać. Ach, och. Me chce żeby to "A shot at love with Sangrea" w końcu dało efekt. Me chce dzień zwany dzisiejszym, acz o późniejszej porze. Mwah, Bejb :* |
|
[Księga gości] 2008 |
